niedziela, 25 stycznia 2015

Prolog

Cześć. Jestem Weronika. Weronika Kot. Jestem zwykłą 13-nasto latką z Warszawy. Mam włosy koloru brąz i szare oczy. Jestem.. zwyczajna. Dziś mamy 20 czerwca 2014 roku , czyli już niedługo zakończenie roku szkolnego , a co się z tym wiąże- wakacje. Wracam z moją najlepszą przyjaciółką Kasią ze szkoły do domu.
- Ej Weronika.. Może jutro pójdziemy na pizzę z Anią i Maćkiem , co?-zapytała uśmiechnięta blondynka.
- Nie no spoko. Z mojej strony wszystko ok , tylko powiadom pozostałych delikwentów.- Zażartowałam.
- Spoko.-Zaśmiała się dziewczyna.- To może po szkole?
- Jasne. Sorki , ale śpieszy mi się.- Poinformowałam przyjaciółkę pod moim domem
- Okay to pa.
-Pa.- wyszeptałam.
Weszłam do domu i o mało co nie zemdlałam. Cały dom był w pudełkach z różnymi napisami np. 'Szklanki' , a niżej 'UWAGA! Łatwe do stłuczenia!' 'Poduszki', 'Garnki'. Czy to jakiś głupi żart? Co to wszystko ma znaczyć? Wbiegłam szybko po schodach do mojego pokoju. Tu również kartony z różnorodnymi napisami. Nawet łóżka nie było...
-O Werka! Już jesteś!- Zawołała radośnie moja mama.
-Mamo co to wszystko ma znaczyć? Co robią w całym domu te pudła.
-A , bo widzisz.. Przeprowadzamy się! Niedługo przyjeżdża pan Gregory.
Pan Gregory to jeden z najlepszych przyjaciół naszej rodziny. Zawsze opiekował się mną , gdy byłam młodsza , a moi rodzice jako , iż są biznesmenami to często wyjeżdżają. Pan Gregory jest holendrem , więc od najmłodszych lat umiałam owy język.
Podeszłam do okna i zobaczyłam duży, srebrny samochodów należący do pana Gregor'ego.
-Masz spóźnione informacje mamo. Już jest.- Poinformowałam rodzicielkę.
-No to na co czekasz?Bierz walizkę i do samochodu!
-Jaką walizkę?- uśmiechnęłam się mimowolnie.
-No już Cię zapakowałam. Walizka jest na dole przy wieszaku.
Nic nie odpowiedziałam. Nie chciałam kontynuować tej rozmowy. Przeprowadzka nie była dla mnie czymś nadzwyczajnym. Wciągu mojego krótkiego życia przeprowadzałam się już 6 razy.
Zbiegłam ze schodów, włożyłam moje nike i poszłam do ogromnego auta. Pan Gregory zainwestował w nowy samochód.
-Siemasz Weroniczko!-Uśmiechnął się do mnie człowiek, którego bardzo lubiłam.
- Dzień dobry panie Gregory!- Uśmiechnęłam się przyjaźnie w jego stronę i zajęłam miejsce z tyłu.
-Podoba Ci się nowa perspektywa życia?- Zapytał jak zwykle z uśmiechem.
-Em? O co chodzi? Nic nie rozumiem.
-Aha , czyli rodzice Ci jeszcze nie mówili.
Pięć minut później przyszli rodzice i pojechaliśmy na lotnisko
***
Nie wiadomo kiedy , ale byłam już w samolocie mama nie wiem dokąd.
-Czy powiecie mi wreszcie dokąd my właściwie lecimy?- zapytałam już lekko zdenerwowana tym , że nikt nie chce mi nic powiedzieć.
-Do Holandii.- Powiedział tata.
Dwa krótkie słowa : 'Do Holandii' ,a ja już cała rozpromieniona. Kraj niby mały , ale taki śliczny. Od zawsze mi się podobał.
Lot trwał ok.2 godzin i nareszcie mogłam wyjść z tej maszyny.
Podszedł do mnie tata.
-Patrz tam- wskazał dyskretnie głową.- widzisz tego chłopaka?
-Mhm.- mruknęłam bez entuzjazmu.
-To twój brat.
Osłupiałam. Tak dostać taką wiadomość z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z minuty na minutę. Wow.
-J-jak to b-brat?- Ach! I zaczęłam się jąkać - Tato coś ciemno mi przed oczami , wiesz?
Zemdlałam. Zbyt duże emocje.
-----------------------------------------------------------------
Hejka kochani! Wreszcie napisałam prolog do tego opowiadania. Cieszycie się?  Jak wam się podoba?
2 kom = 1-szy rozdział

3 komentarze:

  1. zapowiada się ciekawie :) bardzo proszę pisz dalej, bo widać że to lubisz i jak najbardziej ci to wychodzi ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny blog i z chęcią poczytam dalsze posty ^^
    ~Kapsel z MSP.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się ciekawie! ^^

    OdpowiedzUsuń