Ten dzień był o wiele gorszy od poprzedniego. Ale może zacznę od początku? Tak, to chyba dobra alternatywa.
Obudziłam się dość wcześnie jak na mnie. Nic dziwnego. Zasnęłam o dziewiętnastej. Tak jak już wcześniej wspomniałam obudziłam się wcześnie ,a mianowicie o 6:30. Biedna poduszka. Cała mokra od moich łez. Wstałam i poszłam prosto na dół z myślą zrobienia sobie coś do jedzenia. Byłam już na dole i się dość mocno zdziwiłam- cała rodzina ,jeśli mogę ją tak nazwać siedziała w salonie, oglądając jakiś serial, rozmawiając i jedząc posiłek. Nie wiedziałam czy mam być zaskoczona ,bo w końcu jest 6:30 czy mam być smutna ,że nikt mnie nie zawołał. Stałam w progu nie wiedząc czy wejść czy wyjść. Postanowiłam zrealizować tą drugą opcję. Już szłam w stronę schodów ,gdy za moimi plecami usłyszałam ten przerażający głos.
-A dokąd się tak śpieszysz?- Zapytał ten sam chłopak co wczoraj mnie szarpał. Sam jego głos wywołał u mnie nieprzyjemny dreszcz.
Stałam jak wryta. Co ja miałam niby powiedzieć? Weź wyjdź z tego oto domu i zostaw mnie w spokoju? To brzmi żałośnie.
-To odpowiesz mi na pytanie czy mam czekać?- zapytał ponownie.
-Ja..-wyjąkałam niepewnie.
-Zostaw ją, Julian. -Powiedział Martijn.
-Oj, dobra..My się tylko bawimy ,prawda?- zapytał, znając już odpowiedź i poklepał mnie po plecach.
-Pieprz się.- mruknęłam pod nosem, wyminęłam goi usiadłam na kanapie obok mojej.. emm.. Nowej mamy? Jakkolwiek by to nie brzmiało,to właśnie tak było. Kompletnie nie wiedziałam jak mam się do kogo zwracać. Bo głupio brzmi 'nowa mama' ,nie?
Rozmawialiśmy ponad 5 godzin na temat mojej dalszej edukacji. Rodzice chcieli mnie posłać (tak jak mojego brata) do Herman Brood Academie ,ale wtedy bym już nie chodziła do normalnej szkoły, jeżeli istnieją te 'normalne'. W pierwszej chwili nie chciałam się zgodzić. Nie czułam do tego powołania. Poza tym nie chodziłabym do gimnazjum ,co byłoby wielkim minusem ,ponieważ bym sobie w życiu nie poradziła. Ale tu moi rodzice mieli znów coś do powiedzenia. Tłumaczyli mi ,że to przyszłościowy zawód i bla, bla, bla. Aż nie chciało mi się tego słuchać. Ale doszliśmy do porozumienia. Będę chodzić tu i tu. Chyba da się pogodzić lekcje w gimnazjum z lekcjami w Herman Brood Academie.
***
Lekcje w akademii zaczynam dopiero we wrześniu. Teraz mam tylko jedno zadanie: myśleć nad nazwą.
Siedziałam sobie na balkonie i ze słuchawkami w uszach słuchałam muzyki. Chociaż nie słuchałam aż tak głośno to nic nie słyszałam ,bo ta muzyka sama w sobie jest głośna. Nagle zobaczyłam (i co oczywiste poczułam) na swoich oczach jakieś zimne ręce i ciepły oddech na karku.
- Zgadnij kto to.- Powiedział. Znowu on. Czy się kiedyś odczepi?
- Jak mam zgadnąć skoro nie znam twojego imienia ,co?- Powiedziałam z ironią i wstałam z fotela na ,którym siedziałam.
-A może grzeczniej ,co?- Powiedział zbliżając się do mnie i obejmując mnie w pasie.
-Coś Ci wypadło..-mruknęłam cicho.
-Hmm..?
-Gumowe jebadło. Narka!-powiedziałam i szybkim krokiem poszłam założyć buty, wziąć telefon i słuchawki i wyjść z domu. Nie chciałam być tam, gdzie był on. Wybiegłam więc szybko z domu i biegłam przed siebie z słuchawkami na uszach.
*******************************
Cześć wszystkim!
Przepraszam za takie opóźnienia w rozdziałach ,ale wiecie jak to jest. Szkoła. Lektura. Sprawdziany. Kartkówki. Przepraszam również za ten krótki rozdział ,ale lepszy taki jak żaden! :)
6 kom = następny rozdział!
xx, Zuzia
piątek, 27 lutego 2015
niedziela, 1 lutego 2015
2. Iść spać w szoku. I łzach.
Była już 17:30. Obudziłam się. Spostrzegłam ,iż chłopak , którego od dzisiaj mam nazywać bratem siedzi tuż obok mnie , więc chwyciłam go za rękę. Sama nie wiem czemu.
-O.. Już się obudziłaś- Zapytał zdziwiony. -zawsze tyle razy mdlejesz?
Ach tak! Weronika nowy rekord życiowy! Aż dwa razy w ciągu dnia zemdlałaś! Zgłoś się po odbiór nagrody..
-Um..Nie..- szepnęłam cicho, prawie niesłyszalnie. Byłam mocno zawstydzona.
-Dobra, dobra.. Wstawaj.- Powiedział podając mi rękę, by było mi łatwiej wstać.
-Poco?- zapytałam, łapiąc jego rękę i wstając.
-No muszę Ci wszystkich przedstawić , nie?- odparł.
-Yhym.- mruknęłam cicho z myślą ,że nie usłyszy.
Złapał mnie za nadgarstek i przeciągnął mnie przez cały salon ,by wyjść na taras.
-O Weroniczka!- wykrzyknął radośnie pan Gregory. Ten człowiek jest taki pozytywny.
-To jest mój i twój tata Gregory. Tam stoi- tu pokazał na kobietę o blond włosach w koku,z białą koszulą w kwiaty i w jasnych jeansach- moja i twoja mama Saar.
-A tam?- zapytałam nieśmiało, pokazując na dziewczynę wąchającą kwiaty.
-To jest Laura. Moja i twoja siostra.
Dziewczyna była szczupłą brunetką o dużych, zielonych oczach. Ubrana była..zwyczajnie ,a mimo to ładnie. Miała jasne jeans'owe rurki, bordową bluzę i czarne Vans'y.
Chciałam do niej podejść ,ale byłam zbyt słaba. Nie doszłabym.
-Chodź oprowadzę Cie po naszym domu.- Powiedział mój brat. Jezu jak to dziwnie brzmi.
***
Dom był śliczny. Naprawdę. Wreszcie doszliśmy do ostatniego pokoju na który czekałam najbardziej.
-A to Twój pokój.- Powiedział Martin otwierając drzwi.
To pokój w którym się obudziłam. Teraz wydawał mi się jeszcze ładniejszy.
-Jejku..Ślicznie tu.- Powiedziałam rozglądając się po całym pokoju.
Nagle po domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-To ja już idę. Jakby co to będę albo w salonie, albo na podwórku.
-Aha. Albo, albo, tak?- pomyślałam.- No nic. Wezmę ze sobą laptop i wyjdę na świeże powietrze.
Wzięłam z biurka wcześniej wspomnianego laptopa i wyszłam na mój mały balkon. Wcale nie z zamiarem podsłuchiwania. No dobra. Tak troszkę.
Usiadłam na kanapie ogrodowej, stojącej na środku balkonu ,a laptopa położyłam na małym stoliku.
Postanowiłam ,że zaloguję się na Facebook i sprawdzę, czy nikt do mnie nie napisał. Spojrzałam pół okiem na ogród. Nic nadzwyczajnego. Brat (już powoli oswajam się z tym słowem) siedział z jakąś szczupłą blondynką. Zaraz. Co? Brat ma dziewczynę? A to Ci nowina.. Dobra, nieważne. Nie będę podsłuchiwać
Spojrzałam na monitor. Tak jak się spodziewałam. 0 wiadomości. Miałam już wyłączać urządzenie ,ale w tym momencie zadzwonił mój telefon.
-Halo..?- Powiedziałam nieśmiało do słuchawki. Numer był nieopisany. Zawsze bałam się odbierać od nieznanych numerów.
-O..Wreszcie mam twój numer suko..- Powiedziała z pogardą.
-Przepraszam..?- Odparłam, prychając śmiechem.- Jak śmiesz mnie tak nazywać? Kim ty jesteś, by mnie tak nazywać?
-Och..Czyli już o mnie zapomniałaś? To ja twoja 'najlepsza przyjaciółka' Nikola.- Rzuciła pogardliwie.
-N-Nikola? Skąd ty do cholery masz mój numer!?- Krzyknęłam na cały głos. co ona sobie w ogóle wyobraża?
-Czyli jednak pamiętasz..-Miałam wrażenie jakby się uśmiechnęła.
Nie miałam już ochoty rozmawiać ,więc się rozłączyłam. Łzy napływały mi do oczy. Jak można być takim człowiekiem? Do niedawna mówiła ,że jestem jej najlepszą przyjaciółką i nic tego nie zmieni. A teraz? Jednak jej zachowanie świadczy o niej i o jej wychowaniu. Wzięłam jedną chusteczkę z pudełka na chusteczki i lekko dotykając oka wycierałam łzy. Miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę ,ale nie jestem na tyle głupia ,by niszczyć sobie telefon ,więc wzięłam kwiatka z wazonu i wyrwałam wszystkie jego płatki. Niczemu nie był winien ,ale to nie moja wina ,że stał najbliżej.
Zeszłam na dół do kuchni i pierwsze co ,to otworzyłam zamrażalkę i wyciągnęłam z niej lody o smaku oreo. Podeszłam tylko jeszcze po łyżeczkę i rozsiadłam się na kanapie włączając telewizor (tak wiem, szybko się zadomowiłam).
Jeśli miałabym oceniać to, co było w telewizji ,oceniłabym na mocne 1. Albo wiadomość, albo telenowele. Czy ja wyglądam na 90-sięcio letnią babcię, która non-stop ogląda telenowele i w dodatku interesuje się giełdą? Zgaduję ,że nie. Cóż, nie za dużo miałam do wyboru to z dwojga złego wybrałam te telenowele. Po domu znów rozległ się dźwięk dzwonka. Wywróciłam oczami i poszłam do brata spytać się czy mogę otworzyć ,bo wiedziałam ,ze on i tak ,by tego nie zrobił. Ma lepsze zajęcia. Jako ,iż mi pozwolił to podeszłam szybkim marszem do drzwi i otworzyłam bez patrzenia w wizjer.
-Kim jesteś?- Powiedział brunet stojący przede mną.
-Ja..-Głośno przełknęłam ślinę.-Um..
-Dobra, nieważne.-Przepchnął mnie na bok.
Jaki cham! Z kim zadaje się mój biedny brat..
-Debil..-Mruknęłam pod nosem.
-Coś ty powiedziała!?- burknął w moją stronę, przy czym wrócił się i zaczął mną szarpać.
Mój strach był nie do opisania. Taki bardzo dobry początek mieszkania tu. Ot co.
Na szczęście Martin zauważył całe zajście. Szybko przybiegł i odciągną go ode mnie. Na szczęście.
Ja pobiegłam szybko do swojego pokoju. Byłam przerażona. Całe ręce mnie bolały od jego ścisku. Auć.
Gdy byłam już w pokoju, zamknęłam drzwi na klucz. I siedziałam tam do dwudziestej ,by potem wyjść ,żeby się umyć i iść spać. Iść spać w szoku. I łzach.
-----------------------
Hej,hej ;)
Dziś rozdział chyba dłuższy ;) mam nadzieję ,że przypadnie wam do gustu :)
4 kom= 3 rozdział
-O.. Już się obudziłaś- Zapytał zdziwiony. -zawsze tyle razy mdlejesz?
Ach tak! Weronika nowy rekord życiowy! Aż dwa razy w ciągu dnia zemdlałaś! Zgłoś się po odbiór nagrody..
-Um..Nie..- szepnęłam cicho, prawie niesłyszalnie. Byłam mocno zawstydzona.
-Dobra, dobra.. Wstawaj.- Powiedział podając mi rękę, by było mi łatwiej wstać.
-Poco?- zapytałam, łapiąc jego rękę i wstając.
-No muszę Ci wszystkich przedstawić , nie?- odparł.
-Yhym.- mruknęłam cicho z myślą ,że nie usłyszy.
Złapał mnie za nadgarstek i przeciągnął mnie przez cały salon ,by wyjść na taras.
-O Weroniczka!- wykrzyknął radośnie pan Gregory. Ten człowiek jest taki pozytywny.
-To jest mój i twój tata Gregory. Tam stoi- tu pokazał na kobietę o blond włosach w koku,z białą koszulą w kwiaty i w jasnych jeansach- moja i twoja mama Saar.
-A tam?- zapytałam nieśmiało, pokazując na dziewczynę wąchającą kwiaty.
-To jest Laura. Moja i twoja siostra.
Dziewczyna była szczupłą brunetką o dużych, zielonych oczach. Ubrana była..zwyczajnie ,a mimo to ładnie. Miała jasne jeans'owe rurki, bordową bluzę i czarne Vans'y.
Chciałam do niej podejść ,ale byłam zbyt słaba. Nie doszłabym.
-Chodź oprowadzę Cie po naszym domu.- Powiedział mój brat. Jezu jak to dziwnie brzmi.
***
Dom był śliczny. Naprawdę. Wreszcie doszliśmy do ostatniego pokoju na który czekałam najbardziej.
-A to Twój pokój.- Powiedział Martin otwierając drzwi.
To pokój w którym się obudziłam. Teraz wydawał mi się jeszcze ładniejszy.
-Jejku..Ślicznie tu.- Powiedziałam rozglądając się po całym pokoju.
Nagle po domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-To ja już idę. Jakby co to będę albo w salonie, albo na podwórku.
-Aha. Albo, albo, tak?- pomyślałam.- No nic. Wezmę ze sobą laptop i wyjdę na świeże powietrze.
Wzięłam z biurka wcześniej wspomnianego laptopa i wyszłam na mój mały balkon. Wcale nie z zamiarem podsłuchiwania. No dobra. Tak troszkę.
Usiadłam na kanapie ogrodowej, stojącej na środku balkonu ,a laptopa położyłam na małym stoliku.
Postanowiłam ,że zaloguję się na Facebook i sprawdzę, czy nikt do mnie nie napisał. Spojrzałam pół okiem na ogród. Nic nadzwyczajnego. Brat (już powoli oswajam się z tym słowem) siedział z jakąś szczupłą blondynką. Zaraz. Co? Brat ma dziewczynę? A to Ci nowina.. Dobra, nieważne. Nie będę podsłuchiwać
Spojrzałam na monitor. Tak jak się spodziewałam. 0 wiadomości. Miałam już wyłączać urządzenie ,ale w tym momencie zadzwonił mój telefon.
-Halo..?- Powiedziałam nieśmiało do słuchawki. Numer był nieopisany. Zawsze bałam się odbierać od nieznanych numerów.
-O..Wreszcie mam twój numer suko..- Powiedziała z pogardą.
-Przepraszam..?- Odparłam, prychając śmiechem.- Jak śmiesz mnie tak nazywać? Kim ty jesteś, by mnie tak nazywać?
-Och..Czyli już o mnie zapomniałaś? To ja twoja 'najlepsza przyjaciółka' Nikola.- Rzuciła pogardliwie.
-N-Nikola? Skąd ty do cholery masz mój numer!?- Krzyknęłam na cały głos. co ona sobie w ogóle wyobraża?
-Czyli jednak pamiętasz..-Miałam wrażenie jakby się uśmiechnęła.
Nie miałam już ochoty rozmawiać ,więc się rozłączyłam. Łzy napływały mi do oczy. Jak można być takim człowiekiem? Do niedawna mówiła ,że jestem jej najlepszą przyjaciółką i nic tego nie zmieni. A teraz? Jednak jej zachowanie świadczy o niej i o jej wychowaniu. Wzięłam jedną chusteczkę z pudełka na chusteczki i lekko dotykając oka wycierałam łzy. Miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę ,ale nie jestem na tyle głupia ,by niszczyć sobie telefon ,więc wzięłam kwiatka z wazonu i wyrwałam wszystkie jego płatki. Niczemu nie był winien ,ale to nie moja wina ,że stał najbliżej.
Zeszłam na dół do kuchni i pierwsze co ,to otworzyłam zamrażalkę i wyciągnęłam z niej lody o smaku oreo. Podeszłam tylko jeszcze po łyżeczkę i rozsiadłam się na kanapie włączając telewizor (tak wiem, szybko się zadomowiłam).
Jeśli miałabym oceniać to, co było w telewizji ,oceniłabym na mocne 1. Albo wiadomość, albo telenowele. Czy ja wyglądam na 90-sięcio letnią babcię, która non-stop ogląda telenowele i w dodatku interesuje się giełdą? Zgaduję ,że nie. Cóż, nie za dużo miałam do wyboru to z dwojga złego wybrałam te telenowele. Po domu znów rozległ się dźwięk dzwonka. Wywróciłam oczami i poszłam do brata spytać się czy mogę otworzyć ,bo wiedziałam ,ze on i tak ,by tego nie zrobił. Ma lepsze zajęcia. Jako ,iż mi pozwolił to podeszłam szybkim marszem do drzwi i otworzyłam bez patrzenia w wizjer.
-Kim jesteś?- Powiedział brunet stojący przede mną.
-Ja..-Głośno przełknęłam ślinę.-Um..
-Dobra, nieważne.-Przepchnął mnie na bok.
Jaki cham! Z kim zadaje się mój biedny brat..
-Debil..-Mruknęłam pod nosem.
-Coś ty powiedziała!?- burknął w moją stronę, przy czym wrócił się i zaczął mną szarpać.
Mój strach był nie do opisania. Taki bardzo dobry początek mieszkania tu. Ot co.
Na szczęście Martin zauważył całe zajście. Szybko przybiegł i odciągną go ode mnie. Na szczęście.
Ja pobiegłam szybko do swojego pokoju. Byłam przerażona. Całe ręce mnie bolały od jego ścisku. Auć.
Gdy byłam już w pokoju, zamknęłam drzwi na klucz. I siedziałam tam do dwudziestej ,by potem wyjść ,żeby się umyć i iść spać. Iść spać w szoku. I łzach.
-----------------------
Hej,hej ;)
Dziś rozdział chyba dłuższy ;) mam nadzieję ,że przypadnie wam do gustu :)
4 kom= 3 rozdział
Subskrybuj:
Posty (Atom)