Cześć wszystkim! Tęskniliście? Nie? No jasne ,że nie ,bo nikt i tak nie czyta tego bloga :D No ,ale pewnie pomyśleliście ,że już nie kontynuuję już tego opowiadania. W sumie to racja. Jest ono bez sensu. Nudne. Do tego tyle błędów ortograficznych i interpunkcyjnych :D Ciekawi mnie, ile ich tu się nazbierało.. Przez ostatnie miesiące uczyłam się, by mieć jak najlepszą średnią. I udało mi się to. Jest to moja najlepsza średnia w życiu (choć to moje życie jest krótkie). Postanowiłam ,że założę nowe konto na google. Będą też (prawdopodobnie) nowe blogi z opowiadaniami czy fanfiction. Ci, co będą chcieli, czytać to poproszę, by napisali ma na gmail'u ,a ja wtedy podam im moje nowe konto czy też nowy blog :)
Dziękuję za czytanie. Choć wyświetleń było stosunkowo mało, to dziękuję tym osobą, które tu weszły i były ze mną przez te całe 3 rozdziały :D. Coś się kończy, a coś się zaczyna.
To co? Kończymy? Myślę ,że tak.
No to, pa. Do zobaczenia na nowym blogu!
Ps. Możecie w komentarzach pisać, o kim ma być kolejne ff :D
Who I am?
niedziela, 14 czerwca 2015
piątek, 27 lutego 2015
3. Nie chciałam być tam, gdzie był on.
Ten dzień był o wiele gorszy od poprzedniego. Ale może zacznę od początku? Tak, to chyba dobra alternatywa.
Obudziłam się dość wcześnie jak na mnie. Nic dziwnego. Zasnęłam o dziewiętnastej. Tak jak już wcześniej wspomniałam obudziłam się wcześnie ,a mianowicie o 6:30. Biedna poduszka. Cała mokra od moich łez. Wstałam i poszłam prosto na dół z myślą zrobienia sobie coś do jedzenia. Byłam już na dole i się dość mocno zdziwiłam- cała rodzina ,jeśli mogę ją tak nazwać siedziała w salonie, oglądając jakiś serial, rozmawiając i jedząc posiłek. Nie wiedziałam czy mam być zaskoczona ,bo w końcu jest 6:30 czy mam być smutna ,że nikt mnie nie zawołał. Stałam w progu nie wiedząc czy wejść czy wyjść. Postanowiłam zrealizować tą drugą opcję. Już szłam w stronę schodów ,gdy za moimi plecami usłyszałam ten przerażający głos.
-A dokąd się tak śpieszysz?- Zapytał ten sam chłopak co wczoraj mnie szarpał. Sam jego głos wywołał u mnie nieprzyjemny dreszcz.
Stałam jak wryta. Co ja miałam niby powiedzieć? Weź wyjdź z tego oto domu i zostaw mnie w spokoju? To brzmi żałośnie.
-To odpowiesz mi na pytanie czy mam czekać?- zapytał ponownie.
-Ja..-wyjąkałam niepewnie.
-Zostaw ją, Julian. -Powiedział Martijn.
-Oj, dobra..My się tylko bawimy ,prawda?- zapytał, znając już odpowiedź i poklepał mnie po plecach.
-Pieprz się.- mruknęłam pod nosem, wyminęłam goi usiadłam na kanapie obok mojej.. emm.. Nowej mamy? Jakkolwiek by to nie brzmiało,to właśnie tak było. Kompletnie nie wiedziałam jak mam się do kogo zwracać. Bo głupio brzmi 'nowa mama' ,nie?
Rozmawialiśmy ponad 5 godzin na temat mojej dalszej edukacji. Rodzice chcieli mnie posłać (tak jak mojego brata) do Herman Brood Academie ,ale wtedy bym już nie chodziła do normalnej szkoły, jeżeli istnieją te 'normalne'. W pierwszej chwili nie chciałam się zgodzić. Nie czułam do tego powołania. Poza tym nie chodziłabym do gimnazjum ,co byłoby wielkim minusem ,ponieważ bym sobie w życiu nie poradziła. Ale tu moi rodzice mieli znów coś do powiedzenia. Tłumaczyli mi ,że to przyszłościowy zawód i bla, bla, bla. Aż nie chciało mi się tego słuchać. Ale doszliśmy do porozumienia. Będę chodzić tu i tu. Chyba da się pogodzić lekcje w gimnazjum z lekcjami w Herman Brood Academie.
***
Lekcje w akademii zaczynam dopiero we wrześniu. Teraz mam tylko jedno zadanie: myśleć nad nazwą.
Siedziałam sobie na balkonie i ze słuchawkami w uszach słuchałam muzyki. Chociaż nie słuchałam aż tak głośno to nic nie słyszałam ,bo ta muzyka sama w sobie jest głośna. Nagle zobaczyłam (i co oczywiste poczułam) na swoich oczach jakieś zimne ręce i ciepły oddech na karku.
- Zgadnij kto to.- Powiedział. Znowu on. Czy się kiedyś odczepi?
- Jak mam zgadnąć skoro nie znam twojego imienia ,co?- Powiedziałam z ironią i wstałam z fotela na ,którym siedziałam.
-A może grzeczniej ,co?- Powiedział zbliżając się do mnie i obejmując mnie w pasie.
-Coś Ci wypadło..-mruknęłam cicho.
-Hmm..?
-Gumowe jebadło. Narka!-powiedziałam i szybkim krokiem poszłam założyć buty, wziąć telefon i słuchawki i wyjść z domu. Nie chciałam być tam, gdzie był on. Wybiegłam więc szybko z domu i biegłam przed siebie z słuchawkami na uszach.
*******************************
Cześć wszystkim!
Przepraszam za takie opóźnienia w rozdziałach ,ale wiecie jak to jest. Szkoła. Lektura. Sprawdziany. Kartkówki. Przepraszam również za ten krótki rozdział ,ale lepszy taki jak żaden! :)
6 kom = następny rozdział!
xx, Zuzia
Obudziłam się dość wcześnie jak na mnie. Nic dziwnego. Zasnęłam o dziewiętnastej. Tak jak już wcześniej wspomniałam obudziłam się wcześnie ,a mianowicie o 6:30. Biedna poduszka. Cała mokra od moich łez. Wstałam i poszłam prosto na dół z myślą zrobienia sobie coś do jedzenia. Byłam już na dole i się dość mocno zdziwiłam- cała rodzina ,jeśli mogę ją tak nazwać siedziała w salonie, oglądając jakiś serial, rozmawiając i jedząc posiłek. Nie wiedziałam czy mam być zaskoczona ,bo w końcu jest 6:30 czy mam być smutna ,że nikt mnie nie zawołał. Stałam w progu nie wiedząc czy wejść czy wyjść. Postanowiłam zrealizować tą drugą opcję. Już szłam w stronę schodów ,gdy za moimi plecami usłyszałam ten przerażający głos.
-A dokąd się tak śpieszysz?- Zapytał ten sam chłopak co wczoraj mnie szarpał. Sam jego głos wywołał u mnie nieprzyjemny dreszcz.
Stałam jak wryta. Co ja miałam niby powiedzieć? Weź wyjdź z tego oto domu i zostaw mnie w spokoju? To brzmi żałośnie.
-To odpowiesz mi na pytanie czy mam czekać?- zapytał ponownie.
-Ja..-wyjąkałam niepewnie.
-Zostaw ją, Julian. -Powiedział Martijn.
-Oj, dobra..My się tylko bawimy ,prawda?- zapytał, znając już odpowiedź i poklepał mnie po plecach.
-Pieprz się.- mruknęłam pod nosem, wyminęłam goi usiadłam na kanapie obok mojej.. emm.. Nowej mamy? Jakkolwiek by to nie brzmiało,to właśnie tak było. Kompletnie nie wiedziałam jak mam się do kogo zwracać. Bo głupio brzmi 'nowa mama' ,nie?
Rozmawialiśmy ponad 5 godzin na temat mojej dalszej edukacji. Rodzice chcieli mnie posłać (tak jak mojego brata) do Herman Brood Academie ,ale wtedy bym już nie chodziła do normalnej szkoły, jeżeli istnieją te 'normalne'. W pierwszej chwili nie chciałam się zgodzić. Nie czułam do tego powołania. Poza tym nie chodziłabym do gimnazjum ,co byłoby wielkim minusem ,ponieważ bym sobie w życiu nie poradziła. Ale tu moi rodzice mieli znów coś do powiedzenia. Tłumaczyli mi ,że to przyszłościowy zawód i bla, bla, bla. Aż nie chciało mi się tego słuchać. Ale doszliśmy do porozumienia. Będę chodzić tu i tu. Chyba da się pogodzić lekcje w gimnazjum z lekcjami w Herman Brood Academie.
***
Lekcje w akademii zaczynam dopiero we wrześniu. Teraz mam tylko jedno zadanie: myśleć nad nazwą.
Siedziałam sobie na balkonie i ze słuchawkami w uszach słuchałam muzyki. Chociaż nie słuchałam aż tak głośno to nic nie słyszałam ,bo ta muzyka sama w sobie jest głośna. Nagle zobaczyłam (i co oczywiste poczułam) na swoich oczach jakieś zimne ręce i ciepły oddech na karku.
- Zgadnij kto to.- Powiedział. Znowu on. Czy się kiedyś odczepi?
- Jak mam zgadnąć skoro nie znam twojego imienia ,co?- Powiedziałam z ironią i wstałam z fotela na ,którym siedziałam.
-A może grzeczniej ,co?- Powiedział zbliżając się do mnie i obejmując mnie w pasie.
-Coś Ci wypadło..-mruknęłam cicho.
-Hmm..?
-Gumowe jebadło. Narka!-powiedziałam i szybkim krokiem poszłam założyć buty, wziąć telefon i słuchawki i wyjść z domu. Nie chciałam być tam, gdzie był on. Wybiegłam więc szybko z domu i biegłam przed siebie z słuchawkami na uszach.
*******************************
Cześć wszystkim!
Przepraszam za takie opóźnienia w rozdziałach ,ale wiecie jak to jest. Szkoła. Lektura. Sprawdziany. Kartkówki. Przepraszam również za ten krótki rozdział ,ale lepszy taki jak żaden! :)
6 kom = następny rozdział!
xx, Zuzia
niedziela, 1 lutego 2015
2. Iść spać w szoku. I łzach.
Była już 17:30. Obudziłam się. Spostrzegłam ,iż chłopak , którego od dzisiaj mam nazywać bratem siedzi tuż obok mnie , więc chwyciłam go za rękę. Sama nie wiem czemu.
-O.. Już się obudziłaś- Zapytał zdziwiony. -zawsze tyle razy mdlejesz?
Ach tak! Weronika nowy rekord życiowy! Aż dwa razy w ciągu dnia zemdlałaś! Zgłoś się po odbiór nagrody..
-Um..Nie..- szepnęłam cicho, prawie niesłyszalnie. Byłam mocno zawstydzona.
-Dobra, dobra.. Wstawaj.- Powiedział podając mi rękę, by było mi łatwiej wstać.
-Poco?- zapytałam, łapiąc jego rękę i wstając.
-No muszę Ci wszystkich przedstawić , nie?- odparł.
-Yhym.- mruknęłam cicho z myślą ,że nie usłyszy.
Złapał mnie za nadgarstek i przeciągnął mnie przez cały salon ,by wyjść na taras.
-O Weroniczka!- wykrzyknął radośnie pan Gregory. Ten człowiek jest taki pozytywny.
-To jest mój i twój tata Gregory. Tam stoi- tu pokazał na kobietę o blond włosach w koku,z białą koszulą w kwiaty i w jasnych jeansach- moja i twoja mama Saar.
-A tam?- zapytałam nieśmiało, pokazując na dziewczynę wąchającą kwiaty.
-To jest Laura. Moja i twoja siostra.
Dziewczyna była szczupłą brunetką o dużych, zielonych oczach. Ubrana była..zwyczajnie ,a mimo to ładnie. Miała jasne jeans'owe rurki, bordową bluzę i czarne Vans'y.
Chciałam do niej podejść ,ale byłam zbyt słaba. Nie doszłabym.
-Chodź oprowadzę Cie po naszym domu.- Powiedział mój brat. Jezu jak to dziwnie brzmi.
***
Dom był śliczny. Naprawdę. Wreszcie doszliśmy do ostatniego pokoju na który czekałam najbardziej.
-A to Twój pokój.- Powiedział Martin otwierając drzwi.
To pokój w którym się obudziłam. Teraz wydawał mi się jeszcze ładniejszy.
-Jejku..Ślicznie tu.- Powiedziałam rozglądając się po całym pokoju.
Nagle po domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-To ja już idę. Jakby co to będę albo w salonie, albo na podwórku.
-Aha. Albo, albo, tak?- pomyślałam.- No nic. Wezmę ze sobą laptop i wyjdę na świeże powietrze.
Wzięłam z biurka wcześniej wspomnianego laptopa i wyszłam na mój mały balkon. Wcale nie z zamiarem podsłuchiwania. No dobra. Tak troszkę.
Usiadłam na kanapie ogrodowej, stojącej na środku balkonu ,a laptopa położyłam na małym stoliku.
Postanowiłam ,że zaloguję się na Facebook i sprawdzę, czy nikt do mnie nie napisał. Spojrzałam pół okiem na ogród. Nic nadzwyczajnego. Brat (już powoli oswajam się z tym słowem) siedział z jakąś szczupłą blondynką. Zaraz. Co? Brat ma dziewczynę? A to Ci nowina.. Dobra, nieważne. Nie będę podsłuchiwać
Spojrzałam na monitor. Tak jak się spodziewałam. 0 wiadomości. Miałam już wyłączać urządzenie ,ale w tym momencie zadzwonił mój telefon.
-Halo..?- Powiedziałam nieśmiało do słuchawki. Numer był nieopisany. Zawsze bałam się odbierać od nieznanych numerów.
-O..Wreszcie mam twój numer suko..- Powiedziała z pogardą.
-Przepraszam..?- Odparłam, prychając śmiechem.- Jak śmiesz mnie tak nazywać? Kim ty jesteś, by mnie tak nazywać?
-Och..Czyli już o mnie zapomniałaś? To ja twoja 'najlepsza przyjaciółka' Nikola.- Rzuciła pogardliwie.
-N-Nikola? Skąd ty do cholery masz mój numer!?- Krzyknęłam na cały głos. co ona sobie w ogóle wyobraża?
-Czyli jednak pamiętasz..-Miałam wrażenie jakby się uśmiechnęła.
Nie miałam już ochoty rozmawiać ,więc się rozłączyłam. Łzy napływały mi do oczy. Jak można być takim człowiekiem? Do niedawna mówiła ,że jestem jej najlepszą przyjaciółką i nic tego nie zmieni. A teraz? Jednak jej zachowanie świadczy o niej i o jej wychowaniu. Wzięłam jedną chusteczkę z pudełka na chusteczki i lekko dotykając oka wycierałam łzy. Miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę ,ale nie jestem na tyle głupia ,by niszczyć sobie telefon ,więc wzięłam kwiatka z wazonu i wyrwałam wszystkie jego płatki. Niczemu nie był winien ,ale to nie moja wina ,że stał najbliżej.
Zeszłam na dół do kuchni i pierwsze co ,to otworzyłam zamrażalkę i wyciągnęłam z niej lody o smaku oreo. Podeszłam tylko jeszcze po łyżeczkę i rozsiadłam się na kanapie włączając telewizor (tak wiem, szybko się zadomowiłam).
Jeśli miałabym oceniać to, co było w telewizji ,oceniłabym na mocne 1. Albo wiadomość, albo telenowele. Czy ja wyglądam na 90-sięcio letnią babcię, która non-stop ogląda telenowele i w dodatku interesuje się giełdą? Zgaduję ,że nie. Cóż, nie za dużo miałam do wyboru to z dwojga złego wybrałam te telenowele. Po domu znów rozległ się dźwięk dzwonka. Wywróciłam oczami i poszłam do brata spytać się czy mogę otworzyć ,bo wiedziałam ,ze on i tak ,by tego nie zrobił. Ma lepsze zajęcia. Jako ,iż mi pozwolił to podeszłam szybkim marszem do drzwi i otworzyłam bez patrzenia w wizjer.
-Kim jesteś?- Powiedział brunet stojący przede mną.
-Ja..-Głośno przełknęłam ślinę.-Um..
-Dobra, nieważne.-Przepchnął mnie na bok.
Jaki cham! Z kim zadaje się mój biedny brat..
-Debil..-Mruknęłam pod nosem.
-Coś ty powiedziała!?- burknął w moją stronę, przy czym wrócił się i zaczął mną szarpać.
Mój strach był nie do opisania. Taki bardzo dobry początek mieszkania tu. Ot co.
Na szczęście Martin zauważył całe zajście. Szybko przybiegł i odciągną go ode mnie. Na szczęście.
Ja pobiegłam szybko do swojego pokoju. Byłam przerażona. Całe ręce mnie bolały od jego ścisku. Auć.
Gdy byłam już w pokoju, zamknęłam drzwi na klucz. I siedziałam tam do dwudziestej ,by potem wyjść ,żeby się umyć i iść spać. Iść spać w szoku. I łzach.
-----------------------
Hej,hej ;)
Dziś rozdział chyba dłuższy ;) mam nadzieję ,że przypadnie wam do gustu :)
4 kom= 3 rozdział
-O.. Już się obudziłaś- Zapytał zdziwiony. -zawsze tyle razy mdlejesz?
Ach tak! Weronika nowy rekord życiowy! Aż dwa razy w ciągu dnia zemdlałaś! Zgłoś się po odbiór nagrody..
-Um..Nie..- szepnęłam cicho, prawie niesłyszalnie. Byłam mocno zawstydzona.
-Dobra, dobra.. Wstawaj.- Powiedział podając mi rękę, by było mi łatwiej wstać.
-Poco?- zapytałam, łapiąc jego rękę i wstając.
-No muszę Ci wszystkich przedstawić , nie?- odparł.
-Yhym.- mruknęłam cicho z myślą ,że nie usłyszy.
Złapał mnie za nadgarstek i przeciągnął mnie przez cały salon ,by wyjść na taras.
-O Weroniczka!- wykrzyknął radośnie pan Gregory. Ten człowiek jest taki pozytywny.
-To jest mój i twój tata Gregory. Tam stoi- tu pokazał na kobietę o blond włosach w koku,z białą koszulą w kwiaty i w jasnych jeansach- moja i twoja mama Saar.
-A tam?- zapytałam nieśmiało, pokazując na dziewczynę wąchającą kwiaty.
-To jest Laura. Moja i twoja siostra.
Dziewczyna była szczupłą brunetką o dużych, zielonych oczach. Ubrana była..zwyczajnie ,a mimo to ładnie. Miała jasne jeans'owe rurki, bordową bluzę i czarne Vans'y.
Chciałam do niej podejść ,ale byłam zbyt słaba. Nie doszłabym.
-Chodź oprowadzę Cie po naszym domu.- Powiedział mój brat. Jezu jak to dziwnie brzmi.
***
Dom był śliczny. Naprawdę. Wreszcie doszliśmy do ostatniego pokoju na który czekałam najbardziej.
-A to Twój pokój.- Powiedział Martin otwierając drzwi.
To pokój w którym się obudziłam. Teraz wydawał mi się jeszcze ładniejszy.
-Jejku..Ślicznie tu.- Powiedziałam rozglądając się po całym pokoju.
Nagle po domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-To ja już idę. Jakby co to będę albo w salonie, albo na podwórku.
-Aha. Albo, albo, tak?- pomyślałam.- No nic. Wezmę ze sobą laptop i wyjdę na świeże powietrze.
Wzięłam z biurka wcześniej wspomnianego laptopa i wyszłam na mój mały balkon. Wcale nie z zamiarem podsłuchiwania. No dobra. Tak troszkę.
Usiadłam na kanapie ogrodowej, stojącej na środku balkonu ,a laptopa położyłam na małym stoliku.
Postanowiłam ,że zaloguję się na Facebook i sprawdzę, czy nikt do mnie nie napisał. Spojrzałam pół okiem na ogród. Nic nadzwyczajnego. Brat (już powoli oswajam się z tym słowem) siedział z jakąś szczupłą blondynką. Zaraz. Co? Brat ma dziewczynę? A to Ci nowina.. Dobra, nieważne. Nie będę podsłuchiwać
Spojrzałam na monitor. Tak jak się spodziewałam. 0 wiadomości. Miałam już wyłączać urządzenie ,ale w tym momencie zadzwonił mój telefon.
-Halo..?- Powiedziałam nieśmiało do słuchawki. Numer był nieopisany. Zawsze bałam się odbierać od nieznanych numerów.
-O..Wreszcie mam twój numer suko..- Powiedziała z pogardą.
-Przepraszam..?- Odparłam, prychając śmiechem.- Jak śmiesz mnie tak nazywać? Kim ty jesteś, by mnie tak nazywać?
-Och..Czyli już o mnie zapomniałaś? To ja twoja 'najlepsza przyjaciółka' Nikola.- Rzuciła pogardliwie.
-N-Nikola? Skąd ty do cholery masz mój numer!?- Krzyknęłam na cały głos. co ona sobie w ogóle wyobraża?
-Czyli jednak pamiętasz..-Miałam wrażenie jakby się uśmiechnęła.
Nie miałam już ochoty rozmawiać ,więc się rozłączyłam. Łzy napływały mi do oczy. Jak można być takim człowiekiem? Do niedawna mówiła ,że jestem jej najlepszą przyjaciółką i nic tego nie zmieni. A teraz? Jednak jej zachowanie świadczy o niej i o jej wychowaniu. Wzięłam jedną chusteczkę z pudełka na chusteczki i lekko dotykając oka wycierałam łzy. Miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę ,ale nie jestem na tyle głupia ,by niszczyć sobie telefon ,więc wzięłam kwiatka z wazonu i wyrwałam wszystkie jego płatki. Niczemu nie był winien ,ale to nie moja wina ,że stał najbliżej.
Zeszłam na dół do kuchni i pierwsze co ,to otworzyłam zamrażalkę i wyciągnęłam z niej lody o smaku oreo. Podeszłam tylko jeszcze po łyżeczkę i rozsiadłam się na kanapie włączając telewizor (tak wiem, szybko się zadomowiłam).
Jeśli miałabym oceniać to, co było w telewizji ,oceniłabym na mocne 1. Albo wiadomość, albo telenowele. Czy ja wyglądam na 90-sięcio letnią babcię, która non-stop ogląda telenowele i w dodatku interesuje się giełdą? Zgaduję ,że nie. Cóż, nie za dużo miałam do wyboru to z dwojga złego wybrałam te telenowele. Po domu znów rozległ się dźwięk dzwonka. Wywróciłam oczami i poszłam do brata spytać się czy mogę otworzyć ,bo wiedziałam ,ze on i tak ,by tego nie zrobił. Ma lepsze zajęcia. Jako ,iż mi pozwolił to podeszłam szybkim marszem do drzwi i otworzyłam bez patrzenia w wizjer.
-Kim jesteś?- Powiedział brunet stojący przede mną.
-Ja..-Głośno przełknęłam ślinę.-Um..
-Dobra, nieważne.-Przepchnął mnie na bok.
Jaki cham! Z kim zadaje się mój biedny brat..
-Debil..-Mruknęłam pod nosem.
-Coś ty powiedziała!?- burknął w moją stronę, przy czym wrócił się i zaczął mną szarpać.
Mój strach był nie do opisania. Taki bardzo dobry początek mieszkania tu. Ot co.
Na szczęście Martin zauważył całe zajście. Szybko przybiegł i odciągną go ode mnie. Na szczęście.
Ja pobiegłam szybko do swojego pokoju. Byłam przerażona. Całe ręce mnie bolały od jego ścisku. Auć.
Gdy byłam już w pokoju, zamknęłam drzwi na klucz. I siedziałam tam do dwudziestej ,by potem wyjść ,żeby się umyć i iść spać. Iść spać w szoku. I łzach.
-----------------------
Hej,hej ;)
Dziś rozdział chyba dłuższy ;) mam nadzieję ,że przypadnie wam do gustu :)
4 kom= 3 rozdział
środa, 28 stycznia 2015
1. Nie słyszałam nic. Kompletnie nic ,prócz głuchej ciszy.
Obudziłam się w dużym pomieszczeniu o ścianach koloru pastelowo fioletowych. Pokój miał większość mebli w kolorze bieli. Ja leżałam na wielkim łóżku. Pierwsze co zobaczyłam to nie był kolor ścian czy mebli tylko to, że po mojej stronie ktoś siedział , lecz nie wiedziałam kto. Była to albo dobrze zbudowana kobieta,albo słaby mężczyzna.Lekko się podniosłam , by zobaczyć kto tam siedzi. Jeden mój ruch i ta osoba zorientowała się , że już jestem przytomna.Odwrócił się w moją stronę i myślałam, że znów zemdleję.
-Wszystko dobrze? Nic Cię nie boli? Jak się czujesz?- zadał tyle pytań , a ja zapomniałam jak używa się języka. Też sobie wybrał moment.
-Ja...ten no...umm...yyy..- Nie wiedziałam jak dobrać słowa by zdanie brzmiało sensownie.-Ty przecież..Ale jak... nie wierzę...
-Ale co?
-MARTIN GARRIX!-Wykrzyknęłam najgłośniej jak mogłam , ale jak na tamtą chwilę nie było to zbyt głośne.
-No cześć.- uśmiechnął się zabawie
-Ale...Jak?- zapytałam kompletnie nie wierząc w to co się dzieje.
-Nie mów , że muszę Ci mówić skąd się biorą dzieci.- Powiedział bez nadziei
-Nie!- wykrzyknęłam przerażona
-Ty już mnie znasz teraz ty się przedstaw.- Powiedział przyjaźnie chłopak.
- Weronika Kot.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się najładniej jak potrafiłam.
-To schodzimy na dół?- Powiedział prosto z mostu co wywołało u mnie mały chichot.
-Tak.- Odparłam i usiadłam ,by zejść z łóżka.
Postawiłam jedną nogę ,a potem drugą na podłogę. Zaparłam się ręką i ustałam. Odwróciłam się w stronę chłopaka i chciałam iść w jego stronę jednak nie było mi to dane- upadłam. Miałam nogi jak z waty , więc czemu tu się dziwić? Martin szybko do mnie podszedł i podał mi rękę , bym wstała. Tak też zrobiłam.
-Dzięki.- powiedziałam próbując się uśmiechnąć. Cóż... Nie za bardzo mi to wyszło.
-Nie ma za co. Muszę się tobą opiekować. - to było takie słodkie , serio. Wziął mnie pod ramię i przeszliśmy tak całe schody. Co prawda i tak prawie dwa razy się wywróciłam.
Gdy byliśmy już w połowie schodów słyszałam rozmowy i śmiechy , ale gdy byłam na dole to wszystko było dwa razy głośniejsze.
-O! Już się obudziła!- Powiedziała moja mama.- Chodź tu do nas.
Podeszłam do mamy nieśmiałym krokiem. Obejrzałam we wszystkie strony i popatrzyłam na wszystkich- coś mówili , ale nie wiem co. Nie słyszałam nic. Kompletnie nic , prócz głuchej ciszy.
--------------------------------------------------------------
Cześć, cześć ;p Rozdział krótki ,ponieważ nie będę mieć czasu ,by pisać za dużo i w krótkim czasie ,bo ferie mi się kończą :C
I tu pytanie do was :
Wolicie dłuższe rozdziały co tydzień,bądź 2 ,czy krótkie co parę dni? Hmm?
3 kom = 2 rozdział :)
-Wszystko dobrze? Nic Cię nie boli? Jak się czujesz?- zadał tyle pytań , a ja zapomniałam jak używa się języka. Też sobie wybrał moment.
-Ja...ten no...umm...yyy..- Nie wiedziałam jak dobrać słowa by zdanie brzmiało sensownie.-Ty przecież..Ale jak... nie wierzę...
-Ale co?
-MARTIN GARRIX!-Wykrzyknęłam najgłośniej jak mogłam , ale jak na tamtą chwilę nie było to zbyt głośne.
-No cześć.- uśmiechnął się zabawie
-Ale...Jak?- zapytałam kompletnie nie wierząc w to co się dzieje.
-Nie mów , że muszę Ci mówić skąd się biorą dzieci.- Powiedział bez nadziei
-Nie!- wykrzyknęłam przerażona
-Ty już mnie znasz teraz ty się przedstaw.- Powiedział przyjaźnie chłopak.
- Weronika Kot.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się najładniej jak potrafiłam.
-To schodzimy na dół?- Powiedział prosto z mostu co wywołało u mnie mały chichot.
-Tak.- Odparłam i usiadłam ,by zejść z łóżka.
Postawiłam jedną nogę ,a potem drugą na podłogę. Zaparłam się ręką i ustałam. Odwróciłam się w stronę chłopaka i chciałam iść w jego stronę jednak nie było mi to dane- upadłam. Miałam nogi jak z waty , więc czemu tu się dziwić? Martin szybko do mnie podszedł i podał mi rękę , bym wstała. Tak też zrobiłam.
-Dzięki.- powiedziałam próbując się uśmiechnąć. Cóż... Nie za bardzo mi to wyszło.
-Nie ma za co. Muszę się tobą opiekować. - to było takie słodkie , serio. Wziął mnie pod ramię i przeszliśmy tak całe schody. Co prawda i tak prawie dwa razy się wywróciłam.
Gdy byliśmy już w połowie schodów słyszałam rozmowy i śmiechy , ale gdy byłam na dole to wszystko było dwa razy głośniejsze.
-O! Już się obudziła!- Powiedziała moja mama.- Chodź tu do nas.
Podeszłam do mamy nieśmiałym krokiem. Obejrzałam we wszystkie strony i popatrzyłam na wszystkich- coś mówili , ale nie wiem co. Nie słyszałam nic. Kompletnie nic , prócz głuchej ciszy.
--------------------------------------------------------------
Cześć, cześć ;p Rozdział krótki ,ponieważ nie będę mieć czasu ,by pisać za dużo i w krótkim czasie ,bo ferie mi się kończą :C
I tu pytanie do was :
Wolicie dłuższe rozdziały co tydzień,bądź 2 ,czy krótkie co parę dni? Hmm?
3 kom = 2 rozdział :)
niedziela, 25 stycznia 2015
Prolog
Cześć. Jestem Weronika. Weronika Kot. Jestem zwykłą 13-nasto latką z Warszawy. Mam włosy koloru brąz i szare oczy. Jestem.. zwyczajna. Dziś mamy 20 czerwca 2014 roku , czyli już niedługo zakończenie roku szkolnego , a co się z tym wiąże- wakacje. Wracam z moją najlepszą przyjaciółką Kasią ze szkoły do domu.
- Ej Weronika.. Może jutro pójdziemy na pizzę z Anią i Maćkiem , co?-zapytała uśmiechnięta blondynka.
- Nie no spoko. Z mojej strony wszystko ok , tylko powiadom pozostałych delikwentów.- Zażartowałam.
- Spoko.-Zaśmiała się dziewczyna.- To może po szkole?
- Jasne. Sorki , ale śpieszy mi się.- Poinformowałam przyjaciółkę pod moim domem
- Okay to pa.
-Pa.- wyszeptałam.
Weszłam do domu i o mało co nie zemdlałam. Cały dom był w pudełkach z różnymi napisami np. 'Szklanki' , a niżej 'UWAGA! Łatwe do stłuczenia!' 'Poduszki', 'Garnki'. Czy to jakiś głupi żart? Co to wszystko ma znaczyć? Wbiegłam szybko po schodach do mojego pokoju. Tu również kartony z różnorodnymi napisami. Nawet łóżka nie było...
-O Werka! Już jesteś!- Zawołała radośnie moja mama.
-Mamo co to wszystko ma znaczyć? Co robią w całym domu te pudła.
-A , bo widzisz.. Przeprowadzamy się! Niedługo przyjeżdża pan Gregory.
Pan Gregory to jeden z najlepszych przyjaciół naszej rodziny. Zawsze opiekował się mną , gdy byłam młodsza , a moi rodzice jako , iż są biznesmenami to często wyjeżdżają. Pan Gregory jest holendrem , więc od najmłodszych lat umiałam owy język.
Podeszłam do okna i zobaczyłam duży, srebrny samochodów należący do pana Gregor'ego.
-Masz spóźnione informacje mamo. Już jest.- Poinformowałam rodzicielkę.
-No to na co czekasz?Bierz walizkę i do samochodu!
-Jaką walizkę?- uśmiechnęłam się mimowolnie.
-No już Cię zapakowałam. Walizka jest na dole przy wieszaku.
Nic nie odpowiedziałam. Nie chciałam kontynuować tej rozmowy. Przeprowadzka nie była dla mnie czymś nadzwyczajnym. Wciągu mojego krótkiego życia przeprowadzałam się już 6 razy.
Zbiegłam ze schodów, włożyłam moje nike i poszłam do ogromnego auta. Pan Gregory zainwestował w nowy samochód.
-Siemasz Weroniczko!-Uśmiechnął się do mnie człowiek, którego bardzo lubiłam.
- Dzień dobry panie Gregory!- Uśmiechnęłam się przyjaźnie w jego stronę i zajęłam miejsce z tyłu.
-Podoba Ci się nowa perspektywa życia?- Zapytał jak zwykle z uśmiechem.
-Em? O co chodzi? Nic nie rozumiem.
-Aha , czyli rodzice Ci jeszcze nie mówili.
Pięć minut później przyszli rodzice i pojechaliśmy na lotnisko
- Ej Weronika.. Może jutro pójdziemy na pizzę z Anią i Maćkiem , co?-zapytała uśmiechnięta blondynka.
- Nie no spoko. Z mojej strony wszystko ok , tylko powiadom pozostałych delikwentów.- Zażartowałam.
- Spoko.-Zaśmiała się dziewczyna.- To może po szkole?
- Jasne. Sorki , ale śpieszy mi się.- Poinformowałam przyjaciółkę pod moim domem
- Okay to pa.
-Pa.- wyszeptałam.
Weszłam do domu i o mało co nie zemdlałam. Cały dom był w pudełkach z różnymi napisami np. 'Szklanki' , a niżej 'UWAGA! Łatwe do stłuczenia!' 'Poduszki', 'Garnki'. Czy to jakiś głupi żart? Co to wszystko ma znaczyć? Wbiegłam szybko po schodach do mojego pokoju. Tu również kartony z różnorodnymi napisami. Nawet łóżka nie było...
-O Werka! Już jesteś!- Zawołała radośnie moja mama.
-Mamo co to wszystko ma znaczyć? Co robią w całym domu te pudła.
-A , bo widzisz.. Przeprowadzamy się! Niedługo przyjeżdża pan Gregory.
Pan Gregory to jeden z najlepszych przyjaciół naszej rodziny. Zawsze opiekował się mną , gdy byłam młodsza , a moi rodzice jako , iż są biznesmenami to często wyjeżdżają. Pan Gregory jest holendrem , więc od najmłodszych lat umiałam owy język.
Podeszłam do okna i zobaczyłam duży, srebrny samochodów należący do pana Gregor'ego.
-Masz spóźnione informacje mamo. Już jest.- Poinformowałam rodzicielkę.
-No to na co czekasz?Bierz walizkę i do samochodu!
-Jaką walizkę?- uśmiechnęłam się mimowolnie.
-No już Cię zapakowałam. Walizka jest na dole przy wieszaku.
Nic nie odpowiedziałam. Nie chciałam kontynuować tej rozmowy. Przeprowadzka nie była dla mnie czymś nadzwyczajnym. Wciągu mojego krótkiego życia przeprowadzałam się już 6 razy.
Zbiegłam ze schodów, włożyłam moje nike i poszłam do ogromnego auta. Pan Gregory zainwestował w nowy samochód.
-Siemasz Weroniczko!-Uśmiechnął się do mnie człowiek, którego bardzo lubiłam.
- Dzień dobry panie Gregory!- Uśmiechnęłam się przyjaźnie w jego stronę i zajęłam miejsce z tyłu.
-Podoba Ci się nowa perspektywa życia?- Zapytał jak zwykle z uśmiechem.
-Em? O co chodzi? Nic nie rozumiem.
-Aha , czyli rodzice Ci jeszcze nie mówili.
Pięć minut później przyszli rodzice i pojechaliśmy na lotnisko
***
Nie wiadomo kiedy , ale byłam już w samolocie mama nie wiem dokąd.
-Czy powiecie mi wreszcie dokąd my właściwie lecimy?- zapytałam już lekko zdenerwowana tym , że nikt nie chce mi nic powiedzieć.
-Do Holandii.- Powiedział tata.
Dwa krótkie słowa : 'Do Holandii' ,a ja już cała rozpromieniona. Kraj niby mały , ale taki śliczny. Od zawsze mi się podobał.
Lot trwał ok.2 godzin i nareszcie mogłam wyjść z tej maszyny.
Podszedł do mnie tata.
-Patrz tam- wskazał dyskretnie głową.- widzisz tego chłopaka?
-Mhm.- mruknęłam bez entuzjazmu.
-To twój brat.
Osłupiałam. Tak dostać taką wiadomość z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z minuty na minutę. Wow.
-J-jak to b-brat?- Ach! I zaczęłam się jąkać - Tato coś ciemno mi przed oczami , wiesz?
Zemdlałam. Zbyt duże emocje.
-----------------------------------------------------------------
Hejka kochani! Wreszcie napisałam prolog do tego opowiadania. Cieszycie się? Jak wam się podoba?
2 kom = 1-szy rozdział
-Czy powiecie mi wreszcie dokąd my właściwie lecimy?- zapytałam już lekko zdenerwowana tym , że nikt nie chce mi nic powiedzieć.
-Do Holandii.- Powiedział tata.
Dwa krótkie słowa : 'Do Holandii' ,a ja już cała rozpromieniona. Kraj niby mały , ale taki śliczny. Od zawsze mi się podobał.
Lot trwał ok.2 godzin i nareszcie mogłam wyjść z tej maszyny.
Podszedł do mnie tata.
-Patrz tam- wskazał dyskretnie głową.- widzisz tego chłopaka?
-Mhm.- mruknęłam bez entuzjazmu.
-To twój brat.
Osłupiałam. Tak dostać taką wiadomość z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z minuty na minutę. Wow.
-J-jak to b-brat?- Ach! I zaczęłam się jąkać - Tato coś ciemno mi przed oczami , wiesz?
Zemdlałam. Zbyt duże emocje.
-----------------------------------------------------------------
Hejka kochani! Wreszcie napisałam prolog do tego opowiadania. Cieszycie się? Jak wam się podoba?
2 kom = 1-szy rozdział
Subskrybuj:
Posty (Atom)